Przez długie lata najbardziej strzeżonym miejscem w Krakowie były okolice Wieży Ratuszowej. W czasach zaborów znajdował tam się austriacki posterunek wojskowy, przy którym warta stała przez całą dobę. Tym głębszy był szok współczesnych na wiadomość o morderstwie popełnionym w najbliższym otoczeniu posterunku - księgarni Gebethnera (Rynek 23 ). W miejscu w którym wciąż sprzedaje się książki ( dziś funkcjonuje tam księgarnia Matras, na zdjęciu powyżej) i o którym mówi się, że jest najstarszą księgarnią świata ( od 1610 roku !), brutalnie zamordowano Ferdynanda Świszczowskiego, dżentelmena prowadzącego interes.
Motyw zbrodni był rabunkowy - za 8000 koron które skradziono można było upić pół Wiednia.
Wobec trudności w przeprowadzaniu śledztwa, krakowscy policjani wpadli na pomysł użycia psa policyjnego. W całej Galicji trudno było takiego szukać, tak więc zwrócono się do braci Czechów, którzy żyli wtedy przecież z nami w jednym państwie. Słynny doberman „Prinz“ wyruszył w swą kolejową podróż z Ostrawy do Krakowa. Witały go wiwatujące tłumy. Całe miasto huczało od plotek, pies był na ustach wszystkich mieszkańców, a nadzieje związane z jego przybyciem ogromne. Gawiedź ruszyła za dobermanem myśląc, że ten w mig wskaże drogę do meliny zabójców.
Tak się jednak nie stało i kiedy zdezorientowany pies zatrzymał się przy ul Wiślnej poleciał na niego grad kamieni. Przyjazd „Prinza“ okazał się spektakulatną porażką za którą oberwało się miejscowym stróżom prawa niepotrafiącym nawet należycie zabezpieczyć miejsca zbrodni przed rozegzaltowanym tłumem.
Jak się jednak później okazało, pies znalazł właściwy trop. Jeden z morderców Świszczowskiego tuż po popełnieniu zbrodni rzeczywiście schował się w jednym podwórz przy ul. Wiślnej. Tam ślad się urywał...
Rozwiązanie tej kryminalnej zagadki okazało się jednak dość nieskomplikowane. Podczas masowych przesłuchań w tejże sprawie jeden z byłych pracowników księgarni „wsypał“ swoich kolegów chcąc uniknąć kary. Główny ciężar winy spadł na niejakiego Łyżwińskiego, bibliofila, pijaka i rzezimieszka w jednej osobie, który pracując w księgarni zaczytywał się w przygodach Sherlocka Holmesa... Trudno dziś ocenić ile można było kupić książek za owe osiem tysięcy. I czy skazany na 18 lat Łyżwiński miał dostęp do więziennej biblioteki...